Dolar na glinianych nogach

Wojna o pieniądz to wojna o władzę nad światem. Przez dwieście lat globalnym hegemonem było Imperium Brytyjskie, a funt pełnił rolę światowej waluty rozliczeniowej. W XX wieku wyzwanie temu panowaniu rzuciły Stany Zjednoczone. Po drugiej wojnie światowej i kilku nieudanych próbach dolar zdołał objąć władzę nad światowymi walutami. Dziś jednak ma ona kruche podstawy, bo siła hegemona oparta jest na gigantycznym zadłużeniu. Która waluta zastąpi dolara, jeśli dłużej nie będzie można podtrzymywać obecnego systemu?

Odpowiedź brzmi: żadna waluta suwerennego kraju nie jest w stanie zastąpić dolara. Przyszłością jest wspólna waluta światowa. Song Hongbing, chiński ekonomista, w trzeciej książce z cyklu „Wojna o pieniądz”, zatytułowanej „Epoka walczących królestw”, opowiada historię imperium dolara, wciąga nas w świat intryg wielkiej polityki, która doprowadziła do detronizacji funta, a z czasem nawet złota, na którym przez wieki bazował światowy system monetarny. Imperium dolara chyli się jednak ku upadkowi. Amerykanie mają wprawdzie przygotowane koło ratunkowe na wypadek wypłynięcia wspólnej światowej waluty, ale będą musiały podzielić się władzą ze swoimi partnerami.

Pierwszy upadek funta

Jeszcze do niedawna światem pieniądza rządziło złoto. W systemie standardu złota ceny, stopy procentowe, bilanse handlowe regulowały się same, a wahania kursów nie istniały. Od początku XIX wieku aż do I wojny światowej ustanowiony przez Imperium Brytyjskie standardowy system monetarny złota przyczynił się do rozwoju handlu i globalnego rozwoju gospodarczego. Wojna doprowadziła do załamania się systemu – do nadmiernej emisji banknotów i nierównowagi rezerw złota. W USA one wzrosły, w Wielkiej Brytanii i Francji spadły, a Niemcy odnotowały największy odpływ złota. Jeśli Wielka Brytania chciała utrzymać pozycję centrum finansowego, funt musiał odzyskać wartość sprzed wojny. Zagrożona pozycja Brytyjczyków jako organizatora handlu międzynarodowego otwierała szansę przed Stanami Zjednoczonymi.

Zobacz również:



Rezerwy złota europejskich mocarstw skurczyły się ze względu na gigantyczne koszty wojny. Kraje te były zadłużone wobec USA, a Niemcy dodatkowo zostały obarczone ogromnymi reparacjami wojennymi. Ponieważ nie były w stanie ich spłacać, Europa nie mogła też spłacać swoich długów wobec USA. Wtedy Amerykanie wyszli z planem Dawesa. Zakładał on redukcję reparacji oraz rozłożenie ich w czasie, a rezerwy banku centralnego Niemiec miały się składać ze złota i walut obcych, głównie dolara. Po uchwaleniu planu Dawesa kapitał zaczął wartko płynąć do Niemiec, a tzw. reparacje szły na odbudowę ich gospodarki, o stabilności marki decydował już dolar, a nie funt.

Przypływ złota z Europy, wzmożona emisja dolara i kredytów doprowadziły USA do inflacji. System Rezerwy Federalnej wycofywał walutę z obiegu poprzez operacje otwartego rynku, co było wówczas innowacją. Zastępował złoto obligacjami, co dawało bankom nie tylko podstawę do udzielania pożyczek, ale i dochód odsetkowy. Poprzez operacje otwartego rynku USA starały się zanegować rolę złota i uzależnić Europę od dolara. Imperium Brytyjskie przestało być bankiem świata i centrum finansowym zarządzającym kredytami i rozliczeniami w handlu międzynarodowym. W latach 20. ubiegłego wieku rezerwy banków centralnych były wyższe w dolarach niż w funtach. W 1925 r. Wielka Brytania, chcąc zapewnić funtowi stabilność, przywróciła parytet złota. Ale to ją tylko pogrążyło, bo przeważające rezerwy złota były w USA.

Pułapka zadłużenia

Amerykanie uruchomili mechanizm, który miał zdetronizować funta, a doprowadził do kryzysu zadłużenia, który skończył się Wielkim Kryzysem. Dzięki planowi Dawesa Niemcy spłacały reparacje Wielkiej Brytanii i Francji, powiększając rezerwy dolarowe i produkując kredyt. Z kolei Wielka Brytania i Francja spłacały kredyty wojenne, a USA emitowały na tej podstawie nowe kredyty. Gdy Rezerwa Federalna podniosła stopy procentowe, pierwsze w recesję wpadły Niemcy, a kapitał jeszcze silniej zaczął napływać do USA. Na nowojorskiej giełdzie pękła bańka napędzana kredytami lewarowanymi, a brytyjski standard złota załamał się.

W 1931 r. Wielka Brytania, a wraz z nią całe Imperium porzuciło standard złota i uformowało strefę wpływów funta, w skład której wchodziły nie tylko terytoria zamorskie, ale także część krajów Europy północnej i południowej. Choć kurs funta spadł, brytyjska gospodarka uwolniła się z pęt standardu i odzyskała wigor – wzrosła konkurencyjność eksportu, kapitał inwestował w kraju w fabryki i nieruchomości. Brytyjczycy dla partnerów kolonialnych i handlowych obniżyli podatki w handlu zagranicznym, tworząc tzw. system korzyści imperialnych. Blok szterlingowy, posiadający bogate zasoby naturalne, miał się dobrze. Funt zerwał więzi z dolarem, który zresztą stracił na znaczeniu. Pierwsza wyprawa dolara na podbój świata skończyła się klęską.

Według Hongbinga, Amerykanie doprowadzili do wielkiego kryzysu, bo nie użyli właściwych narzędzi w celu rozwiązania kryzysu zadłużenia - błędem były emisje pieniądza pod obligacje rządowe, jak i manipulacja wartością pieniądza. Powinni umorzyć długi, pozwolić zbankrutować dużym bankom, oddać pod kontrolę rządu politykę pieniężną i wstrzyknąć pieniądze bezpośrednio do gospodarki poprzez masowe zatrudnienie, a potem pozwolić bankom odbudować ich pozycję.

Co zrobił Roosevelt? Odszedł od parytetu złota, choć USA posiadały jego rezerwy w przeciwieństwie do innych krajów – ale skoro inni odeszli, złoto nie było już instrumentem ich kontrolowania. W efekcie ceny wzrosły, akcje też, a koszty zadłużenia obniżyły się. Gdyby kontynuował program zatrudnienia, może nie doszłoby do kolejnej recesji w 1937 r.

Drugi atak na funta

Wielka Brytania tymczasem jako pierwsza wyszła z recesji za sprawą rynku szterlinga – odbudowała rezerwy złota i rezerwy w dolarach. Jednak gdy wybuchła II wojna, ich wartość spadła. W 1940 r. Brytyjczycy mieli jeszcze niespłacone długi po I wojnie, ponieważ tylko im ich nie zredukowano. Ale ponieważ posiadali udziały w amerykańskich spółkach (np. American Viscose), USA wymusiły ich sprzedaż, i to po niskich cenach. Gdy w 1941 r. Kongres przyjął ustawę pomocową dla krajów walczących z Niemcami, Lend-Lease, strefa szterlingowa rozpadała się, a hegemonia funta przeszła do historii.

Amerykanie dopięli swego. Po II wojnie USA stały się największą gospodarczą i militarną potęgą świata. System z Bretton Woods doprowadził do ustalenia standardu dolara w miejsce standardu złota. Wiązał on dolara ze zlotem, a inne waluty z dolarem. Powołany wówczas Międzynarodowy Fundusz Walutowy miał dbać o stabilność kursów, a Bank Światowy udzielać długoterminowych pożyczek na rozwój. Amerykanie wyszli z izolacji i zaczęli promować handel międzynarodowy pod berłem dolara.

Tak bardzo obawiali się odrodzenia strefy szterlingowej, że dużo łaskawiej traktowali Stalina niż Churchilla. Zanim wojna dobiegła końca, policzyli długi Wielkiej Brytanii, które okazały się być wyższe niż wartość rezerw walutowych tego kraju. W tym samym czasie Sowietom wciąż udzielali pomocy, a na konferencji w Bretton Woods zaproponowali im członkostwo w MFW i nisko oprocentowane pożyczki na odbudowę. Związek Radziecki początkowo przejawiał zainteresowanie przystąpieniem do systemu Bretton Woods, zwłaszcza że na zachętę Amerykanie zgodzili się na włączenie Polski do sowieckiej strefy wpływów, ale Stalin nie zamierzał oddać się władzy dolara, tym bardziej, że po śmierci Roosevelta prezydenturę objął Truman, który nie był mu już tak przyjazny. Prysł sen Amerykanów o wcieleniu ZSRR i Europy wschodniej pod hegemonię dolara. Zapadła żelazna kurtyna, wielkim przegranym tych politycznych gier była Polska.

Imperium rubla

Stalin postanowił budować imperium rubla. Pierwszą okazją była proklamacja Chińskiej Republiki Ludowej. Sowieci natychmiast ruszyli z bratnią pomocą gospodarczą. Gdy po kryzysie sueskim Amerykanie grali na osłabienie gospodarki brytyjskiej i francuskiej, na scenę szybko wkroczył rubel. W końcu lat 50. był już w Egipcie, Syrii i Jemenie. Pomoc w postaci długoterminowych kredytów, specjalistycznego sprzętu i inżynierów była tym krajom wówczas bardzo potrzebna. Dodatkowo mogły eksportować swoje towary na chłonny radziecki rynek i otrzymywać ceny bardziej atrakcyjne od światowych. W podobny sposób rubel podbijał Amerykę Południową – Chile, Argentynę, Urugwaj. ZSRR jawił się jako mąż opatrznościowy i budził sympatię obywateli. Pomoc gospodarcza i międzynarodowe relacje stały się bronią masowego rażenia przeciwko imperium dolara.

Największa ofensywa rubla miała miejsce w latach 50. na fali powojennego ożywienia. W latach 60. ekspansja osłabła, bo Związek Radziecki sam wpadł w kłopoty. Najsłabszym ogniwem okazało się rolnictwo, eksploatowane od lat 30. na rzecz przyspieszonej industrializacji, w której zresztą kluczową rolę odegrali niemieccy specjaliści, również ci „zagospodarowani” po II wojnie. Z kraju rolniczego, eksportera żywności, ZSRR stał się jej importerem. Głównym źródłem gromadzenia dewiz na finansowanie importu była ropa naftowa, i to ona, paradoksalnie, przyczyniła się do upadku imperium rubla.

Po rozpadzie systemu z Bretton Woods i oderwaniu dolara od złota w 1971 r., nastąpiła deprecjacja złota i wzrost cen ropy naftowej. Do ZSRR szerokim strumieniem płynęły petrodolary, Rosjanie mogli swobodnie kupować żywność, a nawet zainicjowali wyścig nuklearny i zaostrzyli wyścig zbrojeń, co zaowocowało konfliktem w Afganistanie. Amerykańscy analitycy przewidzieli, że w latach 80. nastąpi szczyt produkcji radzieckiej ropy, a potem jej spadek, który będzie nieodwracalny. I doczekali się – po raz pierwszy produkcja radzieckiej ropy spadła w 1985 r. Amerykanie porozumieli się z Arabią Saudyjską, która podwoiła wydobycie i ceny ropy znacząco spadły, a wraz z nimi wpływy ze sprzedaży.

To był początek końca sowieckiej strefy wpływów. Rosjanom brakowało dewiz na zakup żywności oraz technologii i maszyn do rozpoczętych inwestycji. Pomoc ZSRR dla krajów pozostających w strefie wpływów rubla gwałtownie zmniejszyła się, co doprowadziło do wzmocnienia sił odśrodkowych. „Sztylet naftowy” zadziałał. Ogromne zadłużenie ZSRR i Europy wschodniej doprowadziło do rozpadu RWPG. Kraje satelitarne jedno po drugim wchodziły w mariaż w Zachodem.

Plan Schumana

Najlepiej po wojnie poradziły sobie Niemcy. Plan Marshalla dał im drugą szansę, a demontaż niemieckiego przemysłu skończył się, zanim na dobre się zaczął. Gdy wybuchła wojna koreańska, niemiecki przemysł otrzymał zamówienia od amerykańskiej armii i pokazał, co potrafi.

Francja obawiając się Niemiec i nie mogąc liczyć na wsparcie Amerykanów, wystąpiła z „planem Schumana” – powołania ponadpaństwowej struktury nadzorującej niemieckie i francuskie zdolności produkcji węgła i stali. W 1951 r. powstała Europejska Wspólnota Węgla i Stali, której następcą była Wspólnota Europejska, a później Unia Europejska. Amerykanie ten plan poparli, bo zależało im na rozwoju gospodarczym. Brytyjczycy przyjęli go chłodno.

Rzecz w tym, że plan Roberta Schumana, aktywnego polityka, premiera i ministra, był faktycznie planem Jeana Monneta, zakulisowego gracza, doradcy Roosevelta, nadzorcy planu Marshalla we Francji, który skupiał wokół siebie osobistości ze świata polityki i finansów. Celem „grupy Monneta” było powołanie „republiki europejskiej”, a ponieważ idea internacjonalizmu nie cieszyła się popularnością, proces uchwalany był po cichu. Monnet chciał budować zjednoczoną Europę od utworzenia unii monetarnej, która to idea została wprowadzona w życie dopiero w 1991 r. Traktatem z Maastricht, już po jego śmierci. Inspiracją do tworzenia unii monetarnej był brak stabilności walutowej. Wartość dolara spadała, bo jako pieniądz rezerw musiał być nieustannie emitowany, a marki rosła, bo siła niemieckiej gospodarki potężniała. Wpływało to na zmienność kursów wymiany walut.

Prezydent de Gaulle nie był związany z grupą Monneta. Miał swój plan – postanowił wypowiedzieć wojnę dolarowi i amerykańskiej hegemonii. W wyniku nieustannej emisji ilość dolara przekroczyła w końcu jego rezerwy w złocie. Każdy kraj mógł zażądać wymiany rezerw dolara na złoto, ale odważył się tylko de Gaulle. Był już bliski zwycięstwa, gdy w 1968 r. nieoczekiwanie wybuchła w Paryżu rewolta studencka, która sparaliżowała kraj i ostatecznie przyczyniła się do dymisji prezydenta. Choć francuska ofensywa zakończyła się fiaskiem, wywołała na całym świecie falę wymiany rezerw na złoto. W 1971 r. Nixon ogłosił zamknięcie okienka wymiany. Ale system z Bretton Woods zrobił już swoje, wszczepił dolara do krajowych systemów monetarnych. Dolar stał się walutę światową, a głównym aktywem światowych rezerw amerykańskie obligacje. Zapotrzebowanie na nie rośnie, co napędza zadłużenie i prowadzi do kryzysów.

Sekretna waluta
Specjalne Prawa Ciągnienia – Special Drawing Rights (SDR) – to międzynarodowa jednostka rozrachunkowa, mająca charakter pieniądza bezgotówkowego, utworzona w celu stabilizacji systemu walutowego. SDR-y stanowią zagraniczne aktywa rezerwowe Międzynarodowego Funduszu Walutowego, do którego należy 188 krajów, w tym Polska. SDR-y są przyznawane władzom monetarnym krajów członkowskich MFW proporcjonalnie do wniesionych przez nich udziałów. Kraje z deficytem bilansu płatniczego dokonują płatności w tej walucie lub prowadzą interwencje na rynku walutowym. Wprowadzone w 1970 r. do tej pory były emitowane trzykrotnie, ostatni raz w 2009 r. Od 1974 r. wartość jednostki SDR wyceniana jest na podstawie koszyka walut, w skład którego wchodzą: dolar USA, euro, funt szterling, jen, juan.


Kapitał bez granic

De Gaulle był przeszkodą w tworzeniu unii walutowej, bo chciał zachować suwerenność Francji, co złościło ludzie z kręgu Monneta. Prezydent miał opozycję nawet we własnej partii. Premier Pompidou był związany z grupą Monneta poprzez rodzinę Rothschildów, a bankierom zależało na swobodnym przepływie kapitału i utrzymaniem kontroli nad suwerennymi krajami. Gdy po dymisji de Gaulle*a Pompidou został prezydentem, proces integracji przyspieszył. W 1973 r. do szóstki krajów założycieli dołączyły Wielka Brytania, Irlandia i Dania. Sojusznikami Pompidou byli kanclerz RFN Willy Brandt i premier Wielkiej Brytanii Edward Heath. Do unii walutowej, która miała być dźwignią Stanów Zjednoczonych Europy, dzieliło ich kilka kroków, ale wtedy właśnie Amerykanie postanowili zerwać zależność dolara od złota, co zapoczątkowało erę dewaluacji dolara i pokrzyżowało plany ojców Europy.

Amerykanie sprzedając swoje nadwyżki rolne Sowietom, sądzili, że ci będą sprzedawać złoto, by zdobyć dewizy, a wtedy cena kruszcu spadnie. Ale ZSRR nie miał aż tak dużo złota, więc zaciągał pożyczki dolarowe w Europie, która chętnie pozbywała się amerykańskiej waluty. USA stanęły w obliczu nadwyżki pieniądza w obrocie, inflacji i deprecjacji dolara. Na osłabieniu dolara i wzroście cen żywności traciły kraje naftowe, które chcąc zrekompensować straty, podwyższały ceny ropy. Wzrost cen ropy doprowadził do wzrostu wszystkich cen w krajach uprzemysłowionych. Następstwem był chaos i długotrwała stagflacja.

Deprecjacja dolara posłużyła Amerykanom do ostatecznego rozprawienia się ze złotem. W pierwszym kroku doprowadzili do zniszczenia stabilnego mechanizmu kursowego i zawirowań na rynku walutowym. Wspólnota Europejska chcąc bronić się przed wahaniami, wprowadziła mechanizm „węża walutowego” (kursy walut mogły odbiegać od kursu centralnego w określonych granicach), ale niewiele to dało, bo poszczególne kraje prowadziły niezależną politykę walutową i fiskalną. Gdy sztywny kurs został już pogrzebany, USA zrobiły drugi krok. Rządy na całym świecie posiadały amerykańskie obligacje rządowe. By się pozbyć tego wielomiliardowego długu, USA doprowadziły do zamiany go w międzynarodowe rezerwy walutowe. Amerykańskie obligacje poszczególnych państw zostały przekształcone w SDR-y (specjalne prawa ciągnienia), które nie były wyceniane w złocie. Zapisywano je na specjalnym rachunku w MFW. Stając się aktywem międzynarodowych rezerw, amerykański dług nie wymagał już spłaty.

Sztywny kurs został zastąpiony płynnym, złoto wycofane, pozostało jeszcze zagospodarować petrodolary, które gromadziły kraje Bliskiego Wschodu. Amerykanie zaoferowali im współpracę w zakresie wojskowości i gwarancji bezpieczeństwa. W ten sposób pieniądze wydawane przez Europę zachodnią na drogą ropę, finansowały amerykański deficyt budżetowy. USA triumfowały, a Europa otrzymała kolejny cios.

Narodziny euro

Kryzys naftowy, chaos walutowy i recesja osłabiły siły integracyjne w Europie. Dopiero w końcu lat 80. integracja znów nabrała tempa. Wspólnota miała już odpowiednie struktury – Komisję Wspólnot Europejskich (obecnie Komisja Europejska), Parlament Europejski i Radę Europy, ale były one martwe, brakowało banku centralnego. Dlatego w 1988 r. powołano zespół złożony z szefów banków centralnych, który pod kierownictwem Jacquesa Delorsa, przewodniczącego KE, przygotował koncepcję Europejskiego Banku Centralnego. Gdy pracę ukończono, ówczesny prezydent Francji Mitterand nie krył frustracji, a Margaret Thatchcer przeżyła szok. EBC miał być w pełni autonomiczny, co oznaczało odejście od suwerenności monetarnej poszczególnych państw. Odpowiadało to tylko Niemcom, bo Bundesbank był bankiem dominującej w Europie waluty.

Thatcher była przeciwniczką kontrolowanego przez Bundesbank EBC i wspólnej waluty, ale chciała korzystać z mechanizmu stabilizacji kursów walutowych ERM, który był przedsionkiem do euro. W 1990 r. Wielka Brytania dołączyła więc do ERM, ale nie na długo – dwa lata później Soros dokonał ataku spekulacyjnego na funta i Brytyjczycy musieli się wycofać. W mechanizmie doszło do napięć spowodowanych presją inflacyjną w wyniku zjednoczenia Niemiec i znaczną podwyżką stóp procentowych przez Budesbank. Spekulanci uderzyli w słabsze waluty.

W obliczu chaosu walutowego, wysokich stóp procentowych i zaostrzającej się recesji przywódcy państw Wspólnoty postanowili ratować integrację. W 1991 r. w Maastricht podjęli decyzję o powołaniu Unii Europejskiej, a szefowie banków centralnych pod kierownictwem Bundesbanku opracowali statut EBC i mapę drogową unii monetarnej. O przystąpieniu do niej decydować miały kryteria deficytu budżetowego, inflacji, stóp procentowych i zadłużenia. W 1999 r po długim porodzie na świat przyszło euro, początkowo stosowane tylko w transakcjach bezgotówkowych, a od 2002 r. również w postaci banknotów obiegowych, co uczyniło z europejskiej waluty prawny środek płatniczy w dwunastu krajach UE.

Obecnie euro przeżywa kryzys. Jego wartość wynika z kondycji gospodarczej i finansowej krajów członkowskich. Tyle tylko, że nie ma możliwości kontrolowania tej kondycji, co oznacza, że nie ma możliwości zagwarantowania wartości europejskiego pieniądza. Według Hongbinga, jeśli euro ma się utrzymać, UE musi zrobić kolejny krok – powołać zunifikowane europejskie ministerstwo finansów. Pytanie, kiedy to nastąpi? Jak daleka droga dzieli nas od Stanów Zjednoczonych Europy?

Wzrost napędzany długiem

Do 1971 r. dolary odnosiły się do złota, a teraz odnoszą się do amerykańskich obligacji rządowych i odzwierciedlają dług, którego USA nigdy nie planują zwrócić. Głównym aktywem światowych rezerw są właśnie te obligacje, a rzeczywiste zasoby, tj. oszczędności krajów uprzemysłowionych napływają do USA. Globalne nadwyżki nieustannie emitowanego dolara uformowały, jak pisze Hongbing, finansową przestrzeń wirtualną. Pozbawione korzeni krążą po całym świecie i tworzą nowe pieniądze. Globalne finanse to globalne zadłużenie denominowane w dolarach. Skala aktywów finansowych przewyższa fizyczne bogactwa. Światowy kryzys z 2008 r. i europejski kryzys zadłużenia z 2011 r. były efektem wzrostu gospodarczego napędzanego długiem, a nie inwestycjami, zwiększającymi produktywność.

Kliknij, aby powiększyć

Kryzysy naftowe lat 70., skokowy wzrost ceny ropy, inflacja połączona ze stagnacją, nadmierna emisja dolara i niestabilność kursów sprawiły, że świat miał dość dolara. Kraje naftowe chciały zrezygnować z wyceny dolarowej. Imperium długu stanęło w obliczu upadku. Trzeba było zmienić reguły gry. Do pracy przystąpili ekonomiści z Uniwersytetu Chicago z Miltonem Friedmanem na czele, związani z Komisją Trójstronną Dawida Rockefellera. Celem było wzmocnienie dolara i przywrócenie blasku jego imperium, a receptą cięcia socjalne, redukcja podatków, prywatyzacja i restrykcyjna polityka pieniężna. Do walki z inflacją przystąpił Paul Volcker, szef Fed. Na początku lat 80. udało mu się ograniczyć podaż pieniądza, opanować inflację i wzmocnić dolara, co doprowadziło do spadku cen towarów importowanych. W ludziach ożyła nadzieja, ale gospodarka realna została zniszczona, co skutkowało wysokim bezrobociem. Ofiarami wojny z inflacją i neoliberalnej ideologii były także inne kraje: Polska, Słowacja, Argentyna, Meksyk, Brazylia.

Amerykańską gospodarkę ożywiły dopiero zamówienia na potrzeby wojen gwiezdnych Reagana. Ale ta złota era była pożyczką zaciągniętą z przyszłości, USA sprzedawały obligacje – deficyt budżetowy rósł, oszczędności krajowe spadały, inwestycje też, bo pieniądze nie szły do gospodarki, lecz na Wall Street, dając zarobek rekinom finansowym. Pod koniec lat 80. zadłużone było państwo, firmy i konsumenci, część banków otarła się o bankructwo. Gospodarka odzyskała wigor dopiero w połowie lat 90. za sprawą rewolucji informatycznej. Ale boom trwał krócej niż poprzednie okresy prosperity, bo zmienił się model rozwoju. Wzrost napędzany inwestycjami został zastąpiony przez wzrost napędzany długiem. Pieniądz był używany do pomnażania pieniądza – w 2000 r. na rynku Nasdaq pękła informatyczna bańka spekulacyjna.

Kolejne ożywienie miało przyjść za sprawą rozwoju rynku nieruchomości. Jednak nadmierna ekspansja kredytowa, spowodowana niskimi stopami procentowymi oraz innowacje finansowe doprowadziły do powstania bańki spekulacyjnej, a potem, gdy Fed zaczął podnosić stopy, do jej pęknięcia w 2008 r. Według Hongbinga, szarża na rynku nieruchomości była z góry skazana na niepowodzenie, bo rozwój tego rynku powinien był efektem wzrostu produktywności, a nie odwrotnie. Nie można budować wzrostu gospodarczego na pęczniejącej bańce aktywów.

Prognozy Hongbinga

Po narodzinach euro popyt na amerykańskie obligacje osłabł, a imperium dolara uległo zawężeniu. Najważniejszym nabywcą papierów dłużnych USA pozostają Chiny, które przeznaczają na ten cel dużą część nadwyżek eksportowych. Chiny produkują i oszczędzają, a USA konsumują – pisze Hongbing. Podobny układ występuje w sferze euro między krajami Północy z Niemcami na czele, a krajami Południa – Grecją, Hiszpanią, Włochami. Z jednej strony gospodarka napędzana produktywnością, z drugiej – długiem. Planiści Stanów Zjednoczonych Europy zignorowali prosty fakt, że należy integrować kraje bardziej do siebie zbliżone gospodarczo. Zwyciężyła polityka. Teraz wszyscy liczą, że zasobne Niemcy poświęcą gromadzone dzięki eksportowi oszczędności i pomogą potrzebującym, ale się przeliczą. Każda próba sięgnięcia po rezerwy Niemiec kończyła się fiaskiem.

Podobnej niezłomności Honbing oczekuje od swoich rodaków. Uważa, że należy zatrzymać oszczędności w kraju, eliminując dolara z chińskiego systemu finansowego i wykorzystując go do wzmocnienia i poszerzenia rynku wewnętrznego. Zaleca Chinom, Japonii i Korei Południowej wykorzystanie rezerw dolarowych na stworzenie ponadpaństwowej struktury na wzór europejski – od unii naftowej, która eksploatowałaby podmorskie zasoby ropy w tym rejonie, poprzez unię gospodarczą i walutową na wspólnej walucie, dolarze azjatyckim, i Azjatyckim Banku Centralnym kończąc. Do azjatyckiej wspólnoty miałoby w dalszej kolejności dołączyć 10 krajów zrzeszonych w ASEAN.

Hongbing przewiduje, że obecny trend walutowej integracji, którego reprezentantem jest euro, będzie się rozszerzał, ograniczając strefę wpływów dolara. Dolar nie podda się bez walki, ale w końcu jego siły osłabną. Kołem ratunkowym, którego Amerykanie użyją, są SDR-y Międzynarodowego Funduszu Walutowego, znajdującego się obecnie pod dominacją USA. SDR-y zastąpią dolara, stając się światową walutą, a MFW przekształci się w Światowy Bank Centralny. Jednak w przyszłym systemie USA będą musiały podzielić się władzą – partnerami będą regionalne wspólnoty walutowe, a ich siła przełoży się na udziały. Nawołuje więc kraje azjatyckie do integracji, by przed tym decydującym podziałem wzmocnić siły. Bez integracji Azja zostanie zniszczona przez USA i Europę – przestrzega. Regionalne wspólnoty walutowe mogłyby stworzyć również kraje Ameryki Łacińskiej, Bliskiego Wschodu, a może nawet Afryki. Droga do światowego pieniądza będzie długa, ale nie ma z niej odwrotu.

21 września 2017 r. Do dziś tytułem Lidera Informatyki poszczycić się może blisko 100 firm. W konkursie wyłaniamy firmy i instytucje, które wykorzystują innowacyjne rozwiązania IT, aby zwiększyć efektywność swoich działań. Już 21 września poznamy laureatów Konkursu Lider Informatyki 2017.