Koniec ery PKB?

Odchodzimy od gospodarki PKB-owskiej, znaczenie zyskują alternatywne miary rozwoju, takie jak: Human Development Index, Indeks Jakości Życia, Indeks Janka Muzykanta, Indeks Zrównoważonego Rozwoju. Paradoksem jest, że nie zastąpią nigdy miary PKB stworzonej właśnie do tego, aby mierzyć głębokość recesji – mówi DR GRZEGORZ MALINOWSKI, autor książki „Nierówności i wzrost gospodarczy”.

Skąd bierze się obawa niektórych państw przed obniżeniem nierówności?

Krajami nie rządzą ekonomiści, ale politycy. Dla nich ważne jest, czy obniżanie nierówności przekłada się na wynik wyborów i czy działania wymierzone przeciw narastaniu nierówności sprzy-jają, czy przeszkadzają powiększaniu dochodu narodowego. W demokracji politycy niczym menedżerowie w przedsiębiorstwach skoncentrowani są raczej na realizacji celów krótkookresowych, czyli takich, które są łatwo dostrzegalne dla społeczeństwa.

Jak to się przekłada na działania polityków?

Pierwsza kwestia dotyczy tego, jak ludzie postrzegają zjawisko nierówności. Jeżeli rządzący dochodzą do wniosku, że ich wyborcy chcieliby obniżenia podatków, i jest to wykonalne, wówczas obniżka jakiejś daniny jest dostrzegalna i odczuwalna dla wyborców, a rząd może się pochwalić, że słowa dotrzymał. Inaczej jest z nierównościami. Władza, która pragnie, aby podział dochodu był bardziej egalitarny, musi podjąć wiele działań, a końcowy rezultat może zostać niezauważony albo błędnie odczytany przez wyborców. Podam dwa przykłady. W latach 2006–2011 poziom wskaźnika mierzącego nierówności spadł na Węgrzech o 20%. Wtedy 57% ankietowanych stwierdziło, że w tym czasie nierówności wzrosły, 36% uznało, że sytuacja się nie zmieniła i zaledwie 4% zauważyło poprawę. W tym samym okresie w Bułgarii poziom nierówności wzrósł o 13%, ale prawie 50% społeczeństwa nie zauważyło zmian. Wydaje się zatem, że politykom znacznie bardziej opłaca się mówić o nierównościach w okresie przedwyborczym, niż potem coś faktycznie z nimi robić.

Zobacz również:



Druga rozterka związana jest z rzekomym konfliktem występującym pomiędzy działaniami nakierowanymi na zmniejszenie nierówności a poprawą dynamiki wzrostu gospodarczego. W ostatnich dekadach dominowało przeświadczenie, że nierówności są korzystne dla gospodarki, gdyż stanowią motywację do podnoszenia kwalifikacji i do zwiększania wydajności pracy, a także sprzyjają akumulacji oszczędności. Stąd prosty wniosek, że skutkiem ubocznym ograniczania nie-równości jest także hamowanie wzrostu gospodarczego. Nic więc dziwnego, że rządzący dystansowali się od tej sprawy.

Ekonomia poPKBowska
Ekonomia poPKBowska to odpowiedź nauki na zmiany zachodzące w gospodarce, na które wpływ człowieka jest niewielki. Chodzi o wyczerpywanie się nieodnawialnych zasobów, zmiany klimatyczne, spadającą produktywność czy narastanie niepewności.
Jeszcze do niedawna główną miarą wzrostu gospodarczego był PKB. Stwierdza Pan, że obecnie mamy do czynienia z gospodarką poPKBowską.

Rzeczywiście, uważam, że czasy, w jakich żyjemy, charakteryzują się przejściem od gospodarki PKBowskiej do gospodarki poPKBowskiej. Dla pierwszej charakterystyczne jest dążenie do maksymalizacji produkcji mierzonej zazwyczaj wielkością PKB. Gospodarka poPKBowska nie przyznaje prymatu wyłącznie wąsko rozumianej aktywności ekonomicznej człowieka, ale tworzy także miejsce dla wymiaru społecznego czy ekologicznego. Dodam jeszcze, że zmiana ta nie jest podyktowana fanaberią ekonomistów czy modą wśród polityków. Ekonomia poPKBowska to odpowiedź nauki na zmiany zachodzące w gospodarce, na które wpływ człowieka jest niewielki. Mam tu na myśli wyczerpywanie się nieodnawialnych zasobów, zmiany klimatyczne, spadającą produktywność czy narastanie niepewności. Wszystko to staje się barierą uniemożliwiającą kontynuację dotychczasowego modelu rozwoju gospodarczego opartego na maksymalizacji PKB.

Jakie są lepsze miary wzrostu gospodarczego, zgodne z ideą zrównoważonego rozwoju?

Najbardziej popularną alternatywą względem PKB jest wskaźnik HDI (Hu¬man Development Index), który bierze pod uwagę nie tylko bogactwo danego kraju, ale także średni poziom wy¬kształcenia i długości życia. Ciekawymi miernikami są także: Wskaźnik Autentycznego Postępu (GPI), Indeks Jakości Życia oraz (opracowany w Akade¬mii Leona Koźmińskiego) Indeks Zrównoważonego Rozwoju. W użyciu znajduje się coraz więcej tego typu wskaźników. Wszystkie łączy coraz mniejszy nacisk na „mieć” a coraz większy na „być”.

Co dalej z PKB?
PKB nie straci prymatu i nadal będzie najczęściej wykorzystywanym wskaźnikiem. Jest tak dlatego, że dostarcza informacji o głębokości recesji! Tej cechy nie mają miary alternatywne.
Jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że idę pod prąd obecnie panującej modzie na całkowitą eliminację PKB. Uważam, że PKB nie straci prymatu i że nadal będzie najczęściej wykorzystywanym wskaźnikiem. Jest tak dlatego, że zapomnieliśmy, w jakich okolicznościach powstał PKB. Otóż geneza PKB sięga wielkiego kryzysu, a zasadniczym celem jego konstruktora, S. Kuznetsa, było oszacowanie strat wywołanych kryzysem. Istotną właściwością PKB jest więc dostarczanie informacji o głębokości recesji! Tej cechy nie mają miary alternatywne. Gdyby patrzeć na gospodarkę przez pryzmat miar alternatywnych, okazałoby się, że nie było żadnego kryzysu finansowego, a wręcz przeciwnie: większość z nich wskazuje na nieprzerwany rozwój. PKB nie jest więc wskaźnikiem idealnym, ale nie ma co wylewać dziecka z kąpielą.

W swojej książce opiera się Pan głównie na współczynniku Giniego. Co sprawia, że większość badaczy wykorzystuje właśnie tę miarę?

Moim zdaniem współczynnik Giniego jest tym dla nierówności, czym PKB jest dla wzrostu gospodarczego. Ma liczne wady, ale to najlepsze, co mamy. Dla ekonomisty użyteczny wskaźnik po pierwsze jest porównywalny pomiędzy krajami, a więc powstaje na podstawie identycznej metodologii, a po drugie musi to być wskaźnik będący już w użyciu od co najmniej kilkunastu lat. Jeżeli dana miara spełnia te kryteria, wówczas możliwe jest wnioskowanie statystyczne oraz badanie długookresowych tendencji.

Jakie negatywne skutki gospodarcze mogą mieć nierówności społeczne i jak im zapobiegać?

W podejściu, które proponuję, nadmierne nierówności społeczne wpływają negatywnie na gospodarkę na trzy sposoby. Po pierwsze uniemożliwiają optymalną akumulację kapitału ludzkiego, po drugie powodują zaburzenia spójności społecznej, co grozi konfliktami społecznymi oraz polityczną niestabilnością (takie wydarzenia jak arabska wiosna albo wielkie demonstracje w Brazylii czy Tajlandii można tłumaczyć, odwołując się właśnie do nadmiernych nierówności). Trzeci rodzaj negatywnego oddziaływania nierówności na gospodarkę polega na tym, że ludzie w warunkach nadmierne¬go rozwarstwienia dochodowego z większym prawdopodobieństwem oddają swój głos w demokratycznych wyborach na ugrupowania głoszące populistyczne hasła. Gdy te ugrupowania dochodzą do władzy, wówczas sytuacja gospodarcza ulega pogorszeniu.

Human Development Index
Najbardziej popularną alternatywą względem PKB jest wskaźnik HDI (Human Development Index), który bierze pod uwagę nie tylko bogactwo danego kraju, ale także średni poziom wykształcenia i długości życia. W użyciu znajduje się coraz więcej tego typu wskaźników. Wszystkie łączy coraz mniejszy nacisk na „mieć” a coraz większy na „być”.
Jaki jest sposób na ograniczanie nierówności?

Najczęściej w tym kontekście mówi się o wykorzystaniu polityki fiskalnej państwa, a więc o transferach pieniężnych oraz o systemie podatkowym. Doświadczenia innych krajów wyraźnie wskazują na skuteczność tzw. celowanych transferów pieniężnych oraz progresywnego opodatkowania dochodów. Należy jednak mieć na uwadze także tzw. nierówności pierwotne, a więc te, z jakimi mamy do czynienia jeszcze przed wykorzysta¬niem narzędzi polityki fiskalnej. Ten rodzaj nierówności można ograniczyć za pomocą inwestycji w edukację, kontroli form zatrudnienia, zintensyfikowania współpracy ze związkami zawodowy¬mi czy odpowiedniego poziomu płacy minimalnej. W krajach o najniższych nierównościach, mam na myśli zwłaszcza Skandynawię, opodatkowanie ani transfery społeczne nie muszą być bardzo progresywne, gdyż nierówności pierwotne są relatywnie niskie.

Co to jest optymalny poziom nierówności?

Nierówności dochodowe nie są złym zjawiskiem. Gdyby wszyscy zarabiali tyle samo, nie byłoby motywacji do ciężkiej pracy, każdy wybierałby pracę krótką i przyjemną. Automatycznie narzuca się analogia do stresu. Pewien poziom stresu jest pożądany, ponieważ działa pobudzająco i motywująco. Wie o tym każdy student i każdy menedżer. Jednak po przekroczeniu pewnego natężenia pozytywne skutki stresu ustępują pod naporem negatywnych konsekwencji. Stres zaczyna paraliżować i uniemożliwia podejmowanie racjonalnych działań. Otóż optymalny poziom nierówności to właśnie próba wytyczenia pewnego przedziału nierówności, dla którego pozytywne konsekwencje nierówności biorą górę nad ich negatywnymi następstwami.

Indeks Janka Muzykanta
Indeks Janka Muzykanta pozwala wskazać kraj, w którym z większym prawdopodobieństwem zostałby dostrzeżony i rozwinięty talent kogoś takiego jak ten bohater. Janko Muzykant personifikuje tezę, że zbyt wysokie nierówności społeczne hamują wzrost gospodarczy.
Stwierdza Pan, że za nierówności pierwotne w ostatnich dwóch latach odpowiadają dwa mechanizmy: postęp techniczny i globalizacja. Co zrobić, by narzędzia redukcji nierówności nie hamowały wzrostu gospodarczego, a go stymulowały?

Odpowiem jednym słowem: koordynacja. W debacie na temat ograniczania nierówności zarówno ekonomiści, jak i politycy grzęzną zwykle na etapie dyskusji nad efektywnością tego czy innego instrumentu polityki gospodarczej (np. podatek liniowy czy progresywny?). Stymulowanie wzrostu gospodarczego może iść w parze z poprawą spójności społecznej, kiedy na gospodarkę patrzy¬my kompleksowo. Nie ma jednej recepty i trzeba uprawiać pragmatyczną politykę dostosowaną do specyfiki kulturowej, prawnej i ekonomicznej danego kraju.

Grzegorz MalinowskiKliknij, aby powiększyćGrzegorz Malinowski
Grzegorz M. Malinowski
Doktor nauk ekonomicznych, wykładowca na Akademii Leona Koźmińskiego, autor licznych publikacji naukowych z zakresu ekonomii rozwoju oraz polityki gospodarczej. 29 kwietnia PWN wydało jego najnowszą książkę „Nierówności i wzrost gospodarczy”. „CEO Magazyn Top Menedżerów” i „CIO Magazyn Dyrektorów IT” są patronami medialnymi publikacji.
Pisząc o prowzrostowych poziomach nierówności, przybliża Pan pojęcie Indeksu Janka Muzykanta. Jakie korzyści przynosi jego zastosowanie?

Idea Indeksu Janka Muzykanta sprowadza się do pewnego wybiegu. Wychodzę z założenia, że chcielibyśmy wiedzieć, czy poziom nierówności w danym kraju stymuluje wzrost gospodarczy, czy raczej go hamuje. Zakładam jednak, że nie dysponujemy adekwatną miarą nierówności i/lub nie znamy ich poziomu. Skoro znamy kanały, za których pośrednictwem nierówności społeczne negatywnie oddziałują na wzrost gospodarczy, to wcale nie musimy doskonalić miar nierówności, ale wystarczy, że skupimy się właśnie na tych kanałach. A zatem skoro nadmierne nierówności hamują wzrost gospodarczy poprzez nieoptymalną akumulację kapitału ludzkiego oraz stymulowanie napięć społecznych, to kontrolujmy wykorzystanie kapitału ludzkiego i poziom niezadowolenia społecznego, a kontrolę nierówności możemy pominąć. Ten rodzaj rozumowania znalazł odzwierciedlenie w stworzonym przeze mnie indeksie, w którym zostały zagregowane dostępne dane dotyczące jakości kapitału ludzkiego oraz natężenia napięć społecznych.

To wyjaśnienie nazwy indeksu...

Często pozwalam sobie na żart, że moja książka stanowi dodatek anali¬tyczny do noweli Sienkiewicza. Janko Muzykant personifikuje tezę, że zbyt wysokie nierówności społeczne hamu¬ją wzrost gospodarczy. Skonstruowany przeze mnie indeks pozwala wskazać kraj, w którym z większym prawdo¬podobieństwem zostałby dostrzeżony i rozwinięty talent kogoś takiego jak Janko Muzykant. Niska pozycja danego kraju oznacza, że przypuszczalnie jest w nim wiele uzdolnionych osób, których predyspozycje nigdy nie zostaną odkryte, rozwinięte i przełożone na wzrost gospodarczy.

Czy indeks ten można zastosować także w skali mikro, tzn. na poziomie przedsiębiorstw, a nawet poszczególnych działów?

Nie dostrzegam zastosowania indeksu na poziomie mikro. Kapitał ludzki ma nieco inny charakter na poziomie kraju niż na poziomie przedsiębiorstwa. Inaczej też wygląda kwestia roli spójności społecz¬nej na tych poziomach, nie wspominając już o tym, że pracownicy zwykle nie wybierają zarządu w demokratycznym głosowaniu.

Czy zatem menedżerowie są w stanie wpływać na niwelowanie nierówności przy osiąganiu lepszych wyników działu czy firmy?

Menedżerowie powinni w taki sposób kształtować politykę wynagrodzeń w zarządzanych przez siebie przedsiębiorstwach, aby u swoich podwładnych nie wzbudzać poczucia krzywdy bądź niesprawiedliwości.

Dziękuję za rozmowę.

Grzegorz Malinowski, Nierówności i wzrost gospodarczy, PWN, 2016. Patronat medialny CEO Magazynu Top Menedżerów i CIO Magazynu Dyrektorów ITKliknij, aby powiększyćGrzegorz Malinowski, Nierówności i wzrost gospodarczy, PWN, 2016. Patronat medialny CEO Magazynu Top Menedżerów i CIO Magazynu Dyrektorów IT