Równowaga poprzez podział

Trzeba tworzyć polskie technopolie... Polska stoi przed wielkim dylematem. Jaki model rozwoju społeczno-gospodarczego wybrać? Na jaką koncepcję ekonomiczną postawić? Dotychczas w świecie dokonywano introdukcji dwóch strategii: polaryzacyjno-dyfuzyjnej, zwanej również strategią „lokomotyw”, a także rozwoju zrównoważonego, opierającego się na postulacie tworzenia symetrii rozwoju, pomiędzy wielkimi i małymi ośrodkami.

W Stanach Zjednoczonych wyrównywanie dysproporcji regionalnych trwało ok. 170 lat. Amerykański i azjatycki model rozwoju polegał z jednej strony na implementacji bardzo agresywnej polityki liberalnej (neoliberalnej) oraz tworzeniu silnych wysp wzrostu, obszarów i centrów gospodarczej prosperity. W ten sposób powstawały metropolie, cechujące się ogromnym poziomem zurbanizowania i wyrzucające wzrost gospodarczy na setki kilometrów.

Najkrócej rzecz ujmując, rozwój polaryzacyjno-dyfuzyjny składa się z dwóch etapów: podziału, w ramach którego wyodrębniają się tereny biedne i bogate, a w miarę upływu czasu, w perspektywie średniookresowej, dochodzi do zwiększenia dysproporcji pomiędzy obiema przestrzeniami życia społeczno-gospodarczego, co pociąga za sobą wzrost tendencji migracyjnych; dyfuzji, czyli rozpoczęcia fazy stopniowego wymieszania poziomów życia, równowagi pomiędzy terenami biedniejszymi i bogatszymi, a przede wszystkim narastającej konwergencji. Mieszanie poziomów życia pociąga za sobą ich wyrównywanie, natomiast trendy i skłonności migracyjne przekładają się na dokonywanie transferów finansowych z ośrodków bogatszych do biedniejszych.

Zobacz również:

  • Przez ciernie do gwiazd


Aby rozwój polaryzacyjno-dyfuzyjny mógł zaistnieć musi być spełnione kilka warunków.

Mobilność społeczna

Amerykański socjolog i religioznawca, Peter Ludwig Berger, opisując przebiegającą na przestrzeni dziejów ewolucję życia społecznego, stworzył dychotomię społeczeństwa losu i społeczeństwa wyboru. Historia ludzkości to ewolucyjne przejście od świata losu do świata wyboru.

Kiedyś, w dawnych czasach, życie ludzkie było zdeterminowane przez przestrzeń, ograniczane różnego rodzaju barierami przestrzennymi, niemożliwymi do pokonania. Człowiek musiał żyć w tym miejscu, w którym się urodził. Było ono jednocześnie obszarem wychowania, edukacji, socjalizacji, pracy i śmierci, czyli wszystkich rodzajów aktywności ludzkiej.

Ludzie umierali w tych samych miejscach, w których się urodzili. Istniał determinizm geograficzny i przestrzenny. Stopniowo jednak rozszerzał się zakres wyboru. Postęp techniczny oraz dynamiczny rozwój środków komunikacji powodowały, iż człowiek mógł w coraz większej mierze dokonywać wyboru miejsc swojej nauki, pracy, zamieszkiwania i życia. W miarę upływu czasu presja geograficznego determinizmu malała.

Ciągle w ruchu
W Stanach Zjednoczonych, Francji, czy nawet Chinach ludzie w ciągu jednego i tego samego dnia dojeżdżają do pracy, pokonując odległości nawet tysiąca kilometrów, i wracają do domów, aby odpocząć.
Społeczna mobilność jest kluczowym czynnikiem, który należy kreować w kontekście rozwoju polaryzacyjno-dyfuzyjnego. We współczesnych czasach sukces gospodarczy osiągają społeczeństwa mobilne, dynamiczne, zdolne do migracji w wymiarze horyzontalnym, a także transformacji branżowych, czyli podejmowania nowych zawodów oraz przekwalifikowań.

W Stanach Zjednoczonych, Francji, czy nawet Chinach ludzie w ciągu jednego i tego samego dnia dojeżdżają do pracy, pokonując odległości nawet tysiąca kilometrów, i wracają do domów, aby odpocząć.

Mobilność pociąga za sobą konwergencję społeczno-gospodarczą, a zatem transfery finansowe z bogatych ośrodków do biedniejszych, przez co stopniowo zaczyna wyrównywać się poziom życia. Ludzie zarabiają pieniądze w miejscach, gdzie są atrakcyjne, wysokie płace, zaś konsumują je na obszarach o niskich kosztach egzystencji. Bogactwo rozlewa się, jak twierdził austriacki ekonomista liberalny, przedstawiciel słynnej austriackiej szkoły ekonomii oraz laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, Friedrich von Hayek.

Infrastruktura komunikacyjna

Świat wyboru nie tworzy się sam z siebie. Aby mogło powstać społeczeństwo mobilne potrzebne są narzędzia mobilności, które pozwolą pokonywać fizyczno-przestrzenne ograniczenia. Rozbudowa infrastruktury komunikacyjnej kreuje rozwój gospodarczy w dwojaki sposób. Po pierwsze, w formie immanentnej, w ramach której generuje wzrost gospodarczy jakby własnym sumptem, poprzez inwestowanie środków finansowych w budowę połączeń komunikacyjnych (dróg, autostrad, oraz taborów kolejowych), tworząc nowe miejsca pracy. Po drugie poprzez dawanie społeczeństwu instrumentów mobilności – kanałów technicznych, w których zachodzi społeczno-gospodarcza aktywność.

Za miastem
Można mieszkać na prowincji, na wsi, czy nawet w lesie, za przysłowiowymi siedmioma górami i rzekami, a świadczyć bardzo intratną pracę dla nowoczesnej korporacji znajdującej się w wielkiej metropolii.
Jak wynika z teorii cyklów koniunkturalnych, stworzonej przez Nikołaja Kondratiewa, a rozwiniętej przez Josepha Schumpetera, zużycie podstawowych zasobów dóbr kapitałowych infrastruktury materialnej (technicznej) daje silny impuls rozwojowy, na skutek powstania potrzeby odtwarzania oraz modernizacji. Budowanie tych zasobów wymaga długoletnich nakładów finansowych, zaś odtwarzanie i modernizacja następuje falami pod wpływem postępu technicznego.

Powstają społeczeństwa nie tylko mobilne, ale również transcendentne, a więc takie które posiadają zdolność transcendowania przestrzeni, odrywania się od terytorium, życia poza przestrzenią, ignorowania geograficznych granic. Egzemplifikacją takiego stanu rzeczy jest Internet, coraz więcej rodzajów aktywności ludzkiej odbywa się poza przestrzenią, za pomocą łącz oraz kanałów teleinformatycznych.

We współczesnych czasach można być głęboko zlokalizowanym, mieszkać na prowincji, na wsi, czy nawet w lesie, za przysłowiowymi siedmioma górami i rzekami, a świadczyć bardzo intratną pracę dla nowoczesnej korporacji znajdującej się w wielkiej metropolii.

Relatywizuje się pojęcie granic. Na to zjawisko zwrócił uwagę Zygmunt Bauman, w książce pt. „Globalizacja. I co z tego dla ludzi wynika”. Radykalnie rozszerzyła się kategoria otoczenia, sąsiedztwa. Dziś bliskie jest to, co kiedyś było odległe.

Innowacje

Rozwój polaryzacyjno-dyfuzyjny generuje innowacje. Rozbudowa oraz modernizacja infrastruktury komunikacyjnej wymaga postępu technicznego. Społeczeństwo mobilne musi zostać wyposażone w narzędzia mobilności, urządzenia interaktywnej komunikacji pozaprzestrzennej. Jest ono jednocześnie społeczeństwem sieciowym. Można mówić o synonimicznej relacji pomiędzy obydwiema kategoriami.

Kapitał społeczeństwa sieciowego
Miejsce pieniądza zastępuje informacja, stając się zarazem najważniejszym kapitałem.
Hiszpański socjolog, Manuel Castells, stawia tezę, iż ramach społeczeństwa sieciowego, które jest oparte na kapitalistycznych stosunkach społecznych oraz ekonomicznych dochodzi do zmiany, centralnej wartości: miejsce pieniądza zastępuje informacja, stając się zarazem najważniejszym kapitałem. Ta zaś wytwarza ogromną presję na innowacje w dziedzinach informatycznych, cybernetycznych, elektronicznych, itp. Pogląd Castellsa można posunąć jeszcze dalej, że w dobie dzisiejszej gospodarki informacja jest często tożsama z pieniędzmi.

W kontekście rozwoju polaryzacyjno-dyfuzyjnego kluczowe miejsce uzyskują metropolie, które są nie tylko centrami biznesowymi, archipelagami wzrostu gospodarczego, ale przede wszystkim technopoliami, a więc silnie zurbanizowanymi ośrodkami o charakterze zespołów aglomeracyjnych, zorganizowanych wokół wspierania nowoczesnych technologii i generowania innowacji.

Własność zniewala

Ważnym kryterium społeczeństwa mobilnego jest relacja z przestrzenią fizyczną, jednak nie tylko w rozumieniu poruszania się w niej, ale również stopnia przywiązania i możliwości zrzucania przestrzennych ograniczeń. Potrzebna jest elastyczna struktura społeczna. Konkretnie chodzi o formę prawną użytkowania mieszkań.

Kiedyś mówiło się, że własność wyzwala, dając wolność i niezależność; dziś można powiedzieć, że własność zniewala (w szybkim świecie), nadmiernie przywiązując do przestrzeni.

Własność nadmiernie przywiązuje
Kiedyś mówiło się, że własność wyzwala, dając wolność i niezależność; dziś można powiedzieć, że własność zniewala (w szybkim świecie), nadmiernie przywiązując do przestrzeni.
A mówiąc jeszcze precyzyjniej: zniewala własność nieruchomości. A więc stan, w którym w sensie materialnym i aksjologicznym jesteśmy przywiązani do przestrzeni i posiadamy niską zdolność społecznej mobilności.

Istniejący w Polsce sektor dewelopersko-bankowy wywiera presję na użytkowanie mieszkań na zasadzie własności, co zniewala podwójnie: raz – w wymiarze przestrzennym, od mieszkania; dwa – w wymiarze finansowym, od kredytów bankowych.

Uzależnienie finansowe również znacząco ogranicza mobilność. Pokaźna cześć polskiego społeczeństwa jest podwójnie uzależniona, co nie wpływa na uelastycznianie jego struktury.

Do tego dochodzą jeszcze inne czynniki, jak inercja świadomości, czyli przyzwyczajenie do anachronicznych sposobów egzystencji i niewystarczająca adaptacja do nowych warunków gry gospodarczej, sztywny kodeks pracy, wysokie podatki. To wszystko petryfikuje strukturę społeczną.

Żeby rozwój polaryzacyjno-dyfuzyjny mógł na dobre zaistnieć musi powstać – używając desygnatów znaczeniowych Petera Bergera – społeczeństwo wyboru, a zatem społeczeństwo posiadające wysoki stopień mobilności.

A do tego oprócz dobrze rozbudowanej i nowoczesnej infrastruktury komunikacyjnej, potrzebna jest jeszcze jedna kardynalna rzecz: zmiana sposobów zamieszkiwania z własności na wynajem, co pozwoli na większą elastyczność w penetrowaniu rynków pracy oraz szybkie zrzucanie obciążeń przestrzennych.

Synergie

Rozwój polaryzacyjno-dyfuzyjny można rozpatrywać również w opozycji i odniesieniu do alternatywnych form rozwoju gospodarczego, w tym przede wszystkim koncepcji tzw. rozwoju zrównoważonego. Alternatywa, podobnie jak konflikt, wyostrza obraz i pozwala uczynić, poprzez uwypuklenie odmienności, opis bardziej zrozumiałym.

Czy zatem możliwy jest inny rozwój niż polaryzacyjno-dyfuzyjny?

Wielkie metropolie tworzą kombinację rozmaitych czynników: urbanistycznego, industrialnego, technicznego, społecznego, biznesowego. Poprzez synergie, które tam zachodzą wytwarzają swoiste pole grawitacyjne.

W socjologii czy w ekonomii rządzą podobne prawa co w naukach przyrodniczych. Dlatego wielkie centrum, wielkie jądro, emituje silne oddziaływanie grawitacyjne.

Małe bez synergii
Małe ośrodki nie posiadają takiej zdolności, nie są w stanie stworzyć takich samych czy choćby nawet zbliżonych synergii, jakie występują w wielkich aglomeracjach miejskich – metropoliach.
Bogactwo rozlewa się na otoczenie, na sąsiedztwo. Im lepiej rozbudowane narzędzia komunikacyjne, tym szersze rozmiary obszarów otoczenia oraz sąsiedztwa. Chodzi o to, aby metropolie jak najdalej wyrzucały wzrost gospodarczy; nie na dziesiątki, lecz na setki kilometrów. Aby jak najdalej rozmieściły granice tzw. „sypialni”, a więc miejsc z których ludzie mogą swobodnie dojeżdżać do pracy w metropoliach.

W ujęciu polaryzacyjno-dyfuzyjnym wzrost gospodarczy wzburza się w wielkich miastach i promieniuje na otoczenie. Bogactwo spływa.

I jest jeden kardynalny argument, który przemawia na rzecz modelu polaryzacyjno-dyfuzyjnego: małe ośrodki nie posiadają takiej zdolności, nie są w stanie stworzyć takich samych czy choćby nawet zbliżonych synergii, jakie występują w wielkich aglomeracjach miejskich – metropoliach.

Po prostu w małych ośrodkach nie ma gospodarczego dynamitu, zaś obszar sąsiedztwa jest wąski. Nie da się wzbudzić rozwoju gospodarczego porównywalnego z wielkimi centrami i wyzwolić promieniowanie na otoczenie. Przesądzają o tym trzy czynniki: zapaść demograficzna oraz wąski rynek konsumencki; niski poziom realnego wykształcenia, a w ślad za tym słabe kadry; exodus z małych ośrodków do wielkich, co wtórnie jeszcze bardziej pogłębia kryzys na prowincji.

Dlatego rozwój zrównoważony jest czystą utopią. Stanowi atrakcyjną formułę publicystyczną albo ofertę polityczną, dając szansę na pozyskanie rzesz wyborców, ale z intelektualnego punktu widzenia nie przedstawia większej wartości i jest jałowy. Bogactwo również podlega siłą natury i spływa z góry na dół, a nie z dołu do góry. Tym co na gruncie ekonomii tworzy społeczno-gospodarczy dynamizm jest strategia polaryzacyjno- dyfuzyjna. Jedynie szybkie i silne lokomotywy są w stanie rozpędzić pociąg złożony z licznych wagonów.

Najkrótsza droga do dobrobytu

W czerwcu 2009 r. zaprezentowany został raport pt. „Polska 2030 – wyzwania rozwojowe”, przygotowany przez Zespół Doradców Strategicznych Prezesa Rady Ministrów (wówczas Donalda Tuska), pod kierownictwem ministra Michała Boniego. Dokument zakładał implementację w Polsce rozwoju polaryzacyjno-dyfuzyjnego, i taki model wyraźnie forsował. Generalnie jest to trafny kierunek rozwojowy. Jednak w polskich warunkach posiada on cztery poważne mankamenty.

1) Brakuje wystarczająco dobrze rozbudowanej infrastruktury komunikacyjnej, co powoduje, iż osoby zamieszkujące tereny oddalone od wielkich miast, nie posiadają możliwości szybkiego dojazdu do pracy. Istnieje zbyt mało szybkich połączeń komunikacyjnych.

2) Z tego wynika inna zależność: polskie metropolie nie wyrzucają wzrostu gospodarczego na wiele dziesiątek czy setek kilometrów. Mamy relatywnie bogate wielkie miasta i biedne otoczenie (kazus Warszawa – Mazowsze). Nie zachodzą transfery finansowe z wielkich ośrodków do małych. Poza tym metropolii jest zbyt mało.

3) Polityka mieszkaniowa propaguje własność a nie wynajem, co z kolei przywiązuje ludzi do miejsca zamieszkania, a więc utrzymuje przestrzenny determinizm i mało elastyczną strukturę społeczną.

4) Cierpimy na deficyt innowacji. Szkolnictwo nie odpowiada na potrzeby rynku pracy, reprodukując – jak powiedział kiedyś prof. Paweł Śpiewak – bezrobocie, zaś nauka nie tworzy odpowiednich relacji z biznesem. Wzrost tendencji emigracyjnych powoduje, że ludzie wykształceni w Polsce, pracują na rzecz innych gospodarek

Wizje rozwoju
Platforma Obywatelska nieśmiało forsowała rozwój polaryzacyjno-dyfuzyjny, z kolei Prawo i Sprawiedliwość głosi koncepcję rozwoju zrównoważonego. Nie ma jednej, dalekosiężnej, spójnej wizji społeczno-gospodarczej.
Wszystkie te czynniki razem wzięte nie sprzyjają mobilnemu społeczeństwu oraz nie napędzają dynamicznego wzrostu gospodarczego, na jaki optymalnie byłoby Polskę stać. Polityka społeczno-gospodarcza polskich władz nie jest wystarczająco konsekwentna. Brakuje ciągłości i kontynuacji. Platforma Obywatelska nieśmiało forsowała rozwój polaryzacyjno-dyfuzyjny, z kolei Prawo i Sprawiedliwość głosi koncepcję rozwoju zrównoważonego. Nie ma jednej, dalekosiężnej, spójnej wizji społeczno-gospodarczej. Elity nie posiadają pomysłu na przyszłość kraju oraz jego rozwój; nie wskazują sprężyn rozwojowych. Tymczasem doświadczenia państw takich jak Stany Zjednoczone, Japonia, Wielka Brytania, częściowo również Brazylia pokazują, iż rozwój polaryzacyjno-dyfuzyjny stanowi najkrótszą drogę do dobrobytu i w sposób najbardziej dynamiczny generuje wzrost gospodarczy.