Magazyn Wydanie: Październik 2002

Tworcza sieć powiązań

Andrzej Góralczyk
Poprzez współdziałanie w gospodarowaniu dobrami wspólnymi, wchodzenie w związki spajające rozmaite społeczności, a nawet poprzez samo tylko uczestnictwo w organizacjach i instytucjach można osiągać wartości niemożliwe do zdobycia w inny sposób.
Poprzez współdziałanie w gospodarowaniu dobrami wspólnymi, wchodzenie w związki spajające rozmaite społeczności, a nawet poprzez samo tylko uczestnictwo w organizacjach i instytucjach można osiągać wartości niemożliwe do zdobycia w inny sposób.

Intuicja i potoczne obserwacje wskazują, że społeczna strona naszego człowieczeństwa jest ważna dla gospodarki i może być ważna dla biznesu. Chciałoby się wręcz podać prosty przykład, nieodparty argument, czytelną zależność. Ale nic z tego! Okazuje się, że brakuje nam pojęć i danych, brakuje wystarczająco ostrego spojrzenia na różnorodność ludzkiej aktywności ekonomicznej. "Czynnik społeczny" wymyka się obiektywnemu ujęciu, podobnie jak jeszcze kilkanaście lat temu wymykał się "czynnik ludzki".

Kilka przykładów

Pamiętam, jak jeszcze niedawno budowano u nas asfaltowe drogi lokalne. Zasada była prosta: jeśli społeczność lokalna poniesie połowę niezbędnych nakładów, drugą połowę otrzyma od państwa.

W ten sposób "tanim kosztem" powstały dziesiątki tysięcy kilometrów szos. Być może nie powstałyby, gdyby nie oddolna inicjatywa i odgórne wsparcie.

Słowo "koszt" umieściłem w cudzysłowie, gdyż pamiętając rozmaite społeczne "czyny" z ubiegłej epoki, przeważnie mamy uzasadnione wątpliwości, czy były one ekonomicznie efektywne. Wątpliwość tę rozwinę później, natomiast w tym miejscu chcę spisać dwie refleksje. Pierwsza to ta, że inwestycje z udziałem społecznej, a więc nieopłaconej pracy oraz składki pieniężnej, w odróżnieniu od inwestycji "normalnych", prawie nie wywołują efektu inflacyjnego. Może więc nasi monetaryści nie musieliby schładzać całej gospodarki narodowej, gdybyśmy nawykowo inwestowali swą pracę społeczną w infrastrukturę, która przecież jest dobrem wspólnym? Druga refleksja: dzisiaj podobna inicjatywa zapewne zostałaby odrzucona, bo przecież po to płacimy podatki, aby starczało pieniędzy na całość inwestycji, od początku do końca i pod klucz. No i nie starcza.

Istotnym warunkiem skuteczności podobnych przedsięwzięć jest wsparcie instytucjonalne. Ale niekoniecznie. Wielkopolanie wygrali gospodarczą najdłuższą wojnę nowoczesnej Europy, mając oficjalne instytucje przeciwko sobie. Aby wygrać, musieli stworzyć własny system silnych instytucji. Motywację i zasoby do ich stworzenia czerpali ze wspólnej idei. W literaturze przedmiotu rzadko dostrzega się tę ewentualność, ale w Australii zaobserwowano jeszcze dziwniejszy fenomen: farmerzy potrafią tam przez wiele lat ponosić ogromne straty, lecz przywiązanie do ziemi nie pozwala im zmienić zajęcia ani przenieść się na tereny bardziej urodzajne, mimo że możliwości jest pod dostatkiem.

Przykład Wielkopolski wskazuje, że skuteczne współdziałanie nie musi być wymuszane instytucjonalnie ani prawnie, że społeczności mogą konsolidować się w imię wspólnego dobra, które niekoniecznie musi być dobrem rynkowym. Spoglądając na gospodarkę jako na teren tworzenia i wymiany wartości, nie powinniśmy ograniczać naszego spojrzenia do wartości kupowanych za pieniądze. Wartości ekonomiczne to nie tylko wartości rynkowe.

Mówiąc o pieniądzach w kontekście współdziałania społeczności lokalnych, nie sposób nie wspomnieć o pieniądzu zastępczym i tzw. drugim obiegu gospodarczym. Zjawiska te pojawiają się wtedy, gdy brakuje pieniądza oficjalnego, np. na opłacenie pracy. Mam tu na myśli nie te pieniądze, które masowo były emitowane w Europie w okresie I wojny światowej, lecz przykład współczesny. W USA i kilku innych krajach rozwiniętych, gdzie aktywność społeczna jest szczególnie intensywna, popularnym, umownym środkiem płatniczym jest czas. W instytucjach zwanych bankami czasu rejestrowane są pełne godziny pracy społecznej wolontariuszy, którzy w ten sposób "zarabiają". Mogą ten zarobek przekazać komuś innemu, mogą go także "wydać", gdy sami potrzebują pomocy. W ten sposób np. emeryci świadczący pracę charytatywną "zarabiają" na opiekę w potrzebie, młodzież i bezrobotni zarabiają na naukę, a wypracowane nadwyżki pojawiają się na rynku w postaci "normalnych" produktów i usług. W jaki sposób? Są np. wykupywane przez władze lokalne, które za ekwiwalent tej umownej waluty zakupują produkty na zaopatrzenie instytucji publicznych. Ostatnio dołączyły do tego systemu uznane agencje reklamowe, które właśnie przeżywają boom, a posiadają w budżetach niewykorzystane środki na bonusy w programach lojalnościowych, które to programy coraz rzadziej dochodzą do skutku.

Złudne miary efektywności gospodarczej

Pisząc o naszych "czynach" w poprzednim ustroju, wspomniałem o wątpliwościach co do ich ekonomicznej efektywności. Tak naprawdę nikt wówczas nie liczył wydajności albo produktywności pracy społecznej. Podobnie nikt nie mierzy wydajności pracy w spółkach wodnych, związkach łowieckich czy towarzystwach wędkarskich. Wiadomo że praca w takich społecznościach ma znaczenie ekonomiczne, ale uzyskiwany z niej dochód jest znacznie niższy niż z pracy w regularnym przedsiębiorstwie.

To cecha charakterystyczna gospodarki naturalnej: nie obowiązuje w niej konwencjonalny rachunek kosztów i zysków m.in. dlatego że praca nie jest w niej opłacana, tak jak praca najemna.

Badania, raporty robocze i dokumenty programowe Banku Światowego nieodmiennie zwracają uwagę, że bez aktywności społecznej i współdziałania niemożliwe jest pokonanie biedy w krajach najuboższych, a pomoc międzynarodowa jest wykorzystywana nie w pełni i bywa nieskuteczna. Są liczne powody techniczne tego stanu rzeczy, np. to że do zagospodarowania zasobów naturalnych na skalę uzasadnioną ekonomicznie nie wystarcza wysiłek pojedynczego przedsiębiorcy lub rodziny. Niezbędna jest także wiedza fachowa, której wykorzystanie ma sens dopiero przy większej skali przedsięwzięć. Rzadko pisze się jednak o tym, że chodzi także o pracę nie w pełni opłaconą, ponieważ po prostu nie ma kto za nią zapłacić. Nie chodzi przy tym o zwykły brak pieniędzy, lecz o to, że na ubogim rynku nie byłoby dla tych pieniędzy pokrycia w towarach. Jest to twarda prawda o gospodarkach biedy, które nie wytwarzają nadwyżki dóbr wystarczającej na pokrycie pełnych kosztów inwestycji rozwojowych. Aby przerwać zaklęty krąg niemożności, początkowemu kapitałowi inwestycyjnemu musi towarzyszyć wkład czysto społecznej pracy - wkład kapitału społecznego.

Z punktu widzenia konwencjonalnego rachunku wygląda to tak, jakby inwestycje te dokonywały się śmiesznie niskim kosztem.

powiększ tekst:

Delicious! Gwar! Wykop! Wersja do wydruku Wyślij do znajomego Skomentuj AudioBot - odsłuchaj materiał

Komentarze

Redakcja CEO nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Twój może być pierwszy...

Najnowsze | Na ten temat | Najpopularniejsze

Nowe wydanie

Listopad 2009
Zaprenumeruj wydanie: Listopad 2009

Temat numeru

Skutkiem lekceważenia wagi prac badawczo-rozwojowych będzie degradacja naszego kraju na gospodarczej mapie świata. Jeżeli mentalność rządzących się...
więcej
Polska znajduje się wśród najmniej innowacyjnych krajów, choć ostatnio wskaźnik innowacyjności wzrósł do 3%. Specjaliści uważają, że to efekt...
więcej
IDG Poland S.A. © Copyright 2010
International Data Group Poland S.A.
04-204 Warszawa ul. Jordanowska 12
tel.(+4822)321-78-00 fax(+4822)321-78-88